sokmarcin
Pon 18 Cze, 2007
Witam
Mam pytanie dotyczące posadowienia budynku o szkielecie drewnianym.
Otóż kiedy możemy mówić, iż domek jest trwale związany z gruntem, a kiedy nie. Planuję postawić mały domek letniskowy i posadowić go na odpowiednio przygotowanych słupkach betonowych, strop przyziemia ma być kotwiony do słupów za pomacą kotew hilti. Chciałbym uniknąć wylewania ław i płyty. Spotakłem się z dwiema sprzecznymi opiniami wśród architektów i projektantów na temat słupków. Ci pierwsi twierdzą, że jest to trwałe związanie z gruntem ci drudzy, że nie. Jest to o tyle istotne ,że w przypadku trwałego powiązania z gruntem muszę składać wniosek o pozwolenie na budowę, zaś w drugim przypadku tylko wniosek o rozpoczęcie prac budowlanych. Czy ktoś mógłby rozwiać moje wątpliwości.
PS.:Wiem jeszcze że wszystko zależy od urzędnika w gminie, czy są jakieś przepisy którymi można by walczyć gdyby się okazało że posadowienie na słupkach nie jest trwałym związaniem z gruntem a urzędnik uważał inaczej.
Za odpowiedź z góry dziękuję.
Marcin S.
Mam pytanie dotyczące posadowienia budynku o szkielecie drewnianym.
Otóż kiedy możemy mówić, iż domek jest trwale związany z gruntem, a kiedy nie. Planuję postawić mały domek letniskowy i posadowić go na odpowiednio przygotowanych słupkach betonowych, strop przyziemia ma być kotwiony do słupów za pomacą kotew hilti. Chciałbym uniknąć wylewania ław i płyty. Spotakłem się z dwiema sprzecznymi opiniami wśród architektów i projektantów na temat słupków. Ci pierwsi twierdzą, że jest to trwałe związanie z gruntem ci drudzy, że nie. Jest to o tyle istotne ,że w przypadku trwałego powiązania z gruntem muszę składać wniosek o pozwolenie na budowę, zaś w drugim przypadku tylko wniosek o rozpoczęcie prac budowlanych. Czy ktoś mógłby rozwiać moje wątpliwości.
PS.:Wiem jeszcze że wszystko zależy od urzędnika w gminie, czy są jakieś przepisy którymi można by walczyć gdyby się okazało że posadowienie na słupkach nie jest trwałym związaniem z gruntem a urzędnik uważał inaczej.
Za odpowiedź z góry dziękuję.
Marcin S.